/dev/blog
Ha! Jednak dobrze wybrałam!
Poprzedni wpis pozwoliłam sobie bez uprzedzenia oraz wyjaśnień wysłać do osób którzy mieli zadecydować o ewentualnym ciągu dalszym. Ciekawa byłam, jak zareagują ludzie zrzeszeni pod nazwą FatumTech Network Organization. Bo – czas to przyznać – to właśnie nazwa, a dokładnie pierwszy jej człon zdecydował o moim wyborze. Ma w sobie coś… no, COŚ. I właśnie to dziwaczne odczucie, jak i widoczna gołym okiem strefa budowy na Ich stronach, towarzyszyły mi przy pisaniu.
Sprawa stała się nagle poważna – dostałam odpowiedź od osoby, która założyła ową organizację. Muszę się postarać i użyć wszelkich metod, aby wyjść na profesjonalistkę. Kropki, przecinki, myślniki, nawiasy. Chyba będę musiała jakieś średniki wstawić, choć nigdy nie wiem gdzie ich używać. Tekst tym razem jako załącznik, muszę też o PGP poczytać… i żadnych połkniętych słów jak ostatnio! Roboty sobie naszykowałam… rany. A co do wspomnianej odpowiedzi, oto ona.
Szarlatanów nikt nie kocha.
Zawsze sami.
Dla nich gwiazdy świecą w górze
i na dole.
W tajnych szynkach piją dziwne
alkohole.
I wieczory przerażają
bluźnierstwami.Wymyślili swe tablice
szmaragdowe.
Krwią dziewicy wypisali
charaktery.
Strachy w liczbach: 18,
3 i 4.
Przeklinamy Jezu – Chrysta
i Jehowę.Szarlatani piszą księgi
o papieżach.
Zawsze w nocy mówią źle o
Watykanie.
Zawsze w nocy słychać szklane,
szklane łaknie:
płaczą gwiazdy zaplątane
w szkła na wieżach.Kiedy miesiąc umęczony
wschodzi na nów,
alkohole z przerażenie
drżą słodyczą.
Nie pomogą alkohole:
W nocy krzyczą
łzy fałszywe szmaragdowych
szarlatanów.Bardzo cicho i boleśnie,
jest nad ranem.
Dzwonią dzwony, świt pochyla
się w pokorze.
Odpuść grzechy szarlatanom,
Panie Boże,
wszak Ty jesteś takim samym
szarlatanem.PS: Adres ***@fatumtech.org jest w drobnej rozsypce przez złe ustawienie serwera i wróci do normy w ciągu kilku dni (jest to adres publiczny, dostepny dla kilku administratorów). Tak. Chcę przeczytać tego bloga.
Wow. Czytając to w środku nocy, za jedyne światło mając ekran laptopa, może człowieka najść kilka możliwych komentarzy. Wybrałam jednak otwarcie szczęki i wydukanie “fajne, fajne!”. Do paru miejsc już pisałam z różnymi prośbami, lecz tak oryginalnej odpowiedzi jeszcze nie dostałam. Choć treść wyraźnie sugeruje, że wyczuwają jakiś podstęp, postaram się to zignorować i skupić na ostatnim zdaniu. Tymczasem wciskam przycisk “power”, wylewam resztki kawy i zaczynam poszukiwać natchnienia we śnie.
Ale to, oczywiście, nie było mi dane. We wczorajszych zachwytach nad otrzymanym mailem, zapomniałam o nastawieniu budzika, co zaowocowało porannym baletem nowoczesnym. I pierwszym spóźnieniem na koncie. Do szczęścia brakowało mi tylko rozmowy dyscyplinującej, ale do tego na szczęście nie doszło. Nie wiem czy z racji spóźnienia, czy też tego, że w sytuacjach stresowych mam przypływy dobrego humoru (choć parę osób sugerowało, że to objawy paniki), dopuszczono mnie dziś do służbowego komputera. Stylowy czarny mat, monitory LCD, bezprzewodowe myszki z podkładko-ładowarkami, no cud miód orzeszki w czekoladzie polane bitą śmietaną.
I do tego wszystkiego Windows 98 na pokładzie; aż jęknęłam, nie z ekstazy bynajmniej. Z nadzieją rozejrzałam się dookoła, oczekując lasu twarzy, które powstrzymują się od wybuchu śmiechu. Nie było takowych. Albo to tak na poważnie, albo pracuję z regionalną drużyną pokerzystów i pokerzystek. Okres próbny standartowy, raj dla okrzyków “wtf??!”
Jednak to już za mną. Przynajmniej na dziś. Jestem w domu, przy kaloryferze numer dwa (to ten koło łóżka), mam gorącą herbatę, zestaw wafelków, a z głośników powoli sączy się szept Czesia przerywany leniwymi stuknięciami w touchpada. Brakuje tylko kotka mruczącego pod uchem. Lecz w tej chwili rzeczywistość nie jest istotna. Jestem częścią Sieci. Spowita iluzją anonimowości, przemierzam nieskończone tunele poniżej kolorowych pól WWW. Co jakiś czas widzę korzenie porozstawianych domostw – niektóre ledwo widoczne, stapiające się z tłem, inne świecące niczym latarnie. Punkty orientacyjne. Niektóre jasne niczym nie rozpakowane pieluchy, inne tlące się mdłym, czerwonym blaskiem. Znam je wszystkie…
Mrau. Za duży woltaż w tej herbacie.

Obserwuj ten blog. Pojawi się na nim jeszcze dużo ciekawych i przydatnych wpisów! Subskrybuj nasz 

